4 czerwca, 2006

Wyprawa do San Diego była fantastyczna. Maraton był świetną wymówką aby zorganizować kilka dni słonecznych wakacji dla rodziny. Pogoda w południowej Kalifornii, plaże, naturalne środowisko, miasto San Diego ze wszystkimi atrakcjami, oraz wspaniała trasa maratonu. Cuż można chcieć jeszcze?

Bieg należy do imprez dla "rannych ptaszków". Rozpoczyna się o 6:30 rano! Przed godziną 10-tą Gosia była już po biegu, gotowa do dalszych atrakcji dnia. W tym samym czasie słońce zaczeło pojawiać się po raz pierwszy zza gęstej porannej mgły.

Bieg w San Diego był kolejnym świetnym osiągnięciem sportowym Gosi. Poprawiła tam o 3 minuty swój dotychczasowy rekord życiowy.

Warunki pogodowe w czasie biegu:

20°-21°C, poranna mgła, poźniej słonecznie

Statystyki uczestników:

Uczestniczyło:  21159
Zakończyło bieg, wszystkich:  15437
Zakończyło bieg, mężczyzn:  7061
Zakończyło bieg, kobiet:  8376
Zakończyło bieg, kobiet powyżej 40-tki:   718

Rezultat Gosi:

Czas końcowy:  3:19:07
Tempo:  7:36 / mile (12.7 km/h)
Czas w połowie:  1:36:11

Miejsce wśród wszystkich uczestników:   334  (2%)
Miejsce wśród kobiet:  38  (0.5%)
Miejsce wśród kobiet powyżej 40-tki:  2 

Ogólne Wyniki Biegu:

Mężczyźni

Miejsce  Nazwisko Kraj Wiek Czas
1 Ambesse Tolossa ETH 27 2:10:08
2 Simon Bor KEN 37 2:10:37
3 Stephen Kiogora KEN 31 2:11:45

Kobiety

Miejsce  Nazwisko Kraj Wiek Czas
1 Alice Chelangat KEN 29 2:28:21
2 Hellen Kimutai KEN 28 2:28:44
3 Lyubov Morgunova  RUS 35 2:29:39

Kobiety 40+

Miejsce  Nazwisko Kraj Wiek Czas
1 Christa Koot CA 47 3:18:30
2 Malgorzata Mirkowicz TX 46 3:19:07

Oficjalne wyniki bieku znajdują sie pod www.rnrmarathon.com

Mapa trasy oraz różnice wzniesień:

 

Pierwsze impresje Gosi po biegu:

Kazdy, kto przebiegl maraton w Nowym Jorku wie, jak trudna jest decyzja o miejscu i czasie nastepnego biegu. Dotyczylo to równiez mnie, dopoki nie sprawdzilam prognozy pogody i trasy maratonu w San Diego (Kalifornia).  Decyzja o San Diego zapadla w listopadzie, wiec wiedzialam, ze mam bardzo duzo czasu na trening i zaplanowanie wakacyjnego pobytu z rodzina. Poniewaz bylam juz biegaczem z pewnym doswiadczeniem, wiec tym razem moj trening troszke sie zmienil.  Zmniejszylam tygodniowy dystans z 70 na 50-60 mil, ale wlaczylam do treningu siedem biegow w wolniejszym tempie, cztery biegi po 20 mil i trzy po 23 mile.

Miesiac przed maratonem w San Diego, czyli na samym poczatku maja, czulam ze jestem juz dobrze przygotowana do biegu i pelna wiary  w swoje sily. Oczami wyobrazni widzialam swoj czas na mecie - 3:15:59. Kiedy bardzo sie czegos chce i wklada sie w to sluszny wysilek, odpowiednio rosnie apetyt. Niestety, miesiac maj w Plano (Texas) byl bardzo goracy. Temperatura nad ranem nie spadala ponizej 70F, a w dzien osiagala 90F. Moja wiara w siebie  jako „biegaczki tylko troszke wolniejszej od etiopskiej” spadla do poziomu  "jak ja dam rade przebiec caly maraton"? Na szczescie Agata (moja corka) wrocila na wakacje z Uniwersytetu w Austin z tysiacem dylemetow zwiazanych z nauka, kontaktami z rowiesnikami, przeprowadzka do nowego miesjca zamieszkania, wylotem na wakacje do Polski, w zwiazku z tym moje mysli o maratonie zeszly na ostatni plan w moim zyciu. Jak sie pozniej okazalo, to  dobrze, bo na starcie Rock`n`Roll Marathon w San Diego 4 czerwca stanelam bardzo zrelaksowana.

Bieg zaczal sie w najwiekszym i jednym z najpiekniejszych parkow Ameryki, Balboa Park na 6th Avenue i Palm Street. Na terenie parku znajduje sie 15 muzeow, 8 ogrodow botanicznymi, 58 rodzajow drzew palmowych i swiatowej slawy teatr Old Globe, a takze bardzo piekne  ZOO z bialo-czarna gigantyczna panda i jej dzieckiem. Poczatek maratonu wyznaczono na 6:30 rano z temperatura 67F i zawiesista mgla. Bylam w pierwszej 1000-osobowej grupie zawodnikow  zaraz po Elite Runners. Jako maratonczyk z pewnym doswiadczeniem mialam przygotowany plan mojego biegu: nie dac poniesc sie euforii i nie przebiec zbyt szybko pierwszych mil, trzymac rowne tempo biegu, pic co 2 mile.

Pierwsze 4 mile biegu to petla wokol fantastycznego San Diego ZOO i Balboa Park, na 5 mili minelismy PETCO Park ze wspanialym widokiem na przystan oraz nowoczesne Convention Center polozone tuz przy przepieknej zatoce San Diego. Pogoda byla wymarzona. Asfalt na drogach  troche dziurawy, ale bieglo mi sie bez wiekszego wysilku. Wiedzialam, ze mam dobre tempo. Podziwialam drzewa palmowe, egzotyczne rosliny, nienaturalnie piekne i zadziwajace kolorem krzewy. Bylo tego tak duzo i wszedzie: na murach domow, kwietnikach, trawnikach, na przystankach. Od 4 do 7 mili bieglismy po ulicach downtown z 19-to wiecznymi budynkami w stylu wiktorianskim, nowoczesnymi hotelami, roznorodnoscia klubow i restauracji. Od 5 do 10 mili bylo nieprzerwanie pod gorke; nie byla to wspinaczka na Himalaje czy Verrazano-Narrows most w Nowym Yorku, ale  czesc tych modelowo zbudowanych mezczyzn zwalnila. Ja tez zaczelem sie skupiac nie na widokach i pieknie San Diego, ale na poprawnym oddychaniu. Zastanawialam sie, czy osoby ktore ustalaja trase na maraton, chociaz raz zakosztowaly biegu pod gorke przez 5 mil. Zwolnilam do momentu, kiedy pierwszy zawodnik z Kansas, przynajmniej tak glosila jego koszulka, poddal sie i zaczal marszo-bieg. Jak to dobrze, ze trenowlam w Teksasie, a nie w Kansas, mialam chociaz kilka polmilowych gorek. Fakt, ze ktos poddal sie, dodal mi energii.  Zalozylam, ze skoncze bieg i to ponizej 3:20, wiec wzielam sie do pracy. Pomogl mi w tym przebieg trasy, bo 11-ta mila na Mission Hills, na ktorej wlasnie bieglam spadala mocno w dol. Mialam piekny widok na miasto, na dziesiatki kolorowych kwietnikow usytuowanych na wzgorzach. Bieglo sie super. Mila 11 pozostala z pewnoscia moja faworytka w tym biegu. Od mili 11 do 14 raczej nie bylo nic specjalnego poza naturalnym pieknem San Diego, dluga trasa na Friars Rd, Napa Rd.Pierwsza polowa (do 13-tej mili) minela mi bez problemu. Naturalne piekno San Diego, egzotyczny wyglad i morskie powietrze dodawalo mi skrzydel. Jedyne mysli skupialy sie na tym, aby nie dac sie poniesc emocji i nie biec za szybko, bo wtedy bylo duze ryzyko, ze go moglabym nie skonczyc. Przebieglam wiec polowe maratonu w czasie 1:36. Od 13-tej mili zaczelo powoli dopadac mnie zmeczenie fizyczne. Wreszcie mila14 i stad az do mili 20  zaczal sie oczekiwany przeze mnie bieg wokol Mission Bay z malymi zaglowkami, parkiem Bay Park dla wrotkarzy i rowerzystow. Czuc bylo silny morski wiatr i to ponownie dodalo mi sil. Bylo tak pieknie jak opisano w przewodniku dla turystow. Jasno niebieska woda, w hiszpanskim stylu hotele I olbrzymie palmy, wiec mila 14 i15 minela dosc szybko.  

Nagle na 16 mili poczulam lekki skurcz w lewej stopie i miesniu uda. Sekunda paniki; czy bedzie gorzej i co robic, stanac i rozsciagac miesien czy zwolnic drastycznie tempo biegu i starac sie w ten sposob rozluznic go.  Zmienilam mysli. Przypomnialam sobie jak w sobote po mszy w kosciele podeszlam do starszego wiekiem przeuroczego ksiedza, ktorego poprosilam o blogoslawienstwo na moj maraton. Powiedzialal wtedy: " Blogoslawie cie, ale nie zrob mi wstydu nie konczac go,  no bo bedziesz ostatnia, ktora poblogoslawilem". Tak mnie to wspomnienie wyluzowalo, ze skurcz minal. Do 20 mili wiedzialam ze moje tempo powinno byc okolo 7:30 na mile, wiec jesli mijajac 20 bede miala czas 2:30 , to podzialaloby to na mnie  jak balsam na zbolale od wysilku nogi. Hurra!  2:28:40, co zarejestrowalam na swoim zegarku. Oficjalny raport podaje 2:37, jest to pomylka. Staralam sie odwrocic uwage od biegu wpatrujac sie w coraz wyrazniej pojawiajace sie budynki Sea World. Staralam sie skupic na wodnych atrakcjach w Sea World, ale coraz mocniej dopadala mnie mysl ze mocno trace na predkosci. Bylo to przykre uczucie, mowilam sobie trzymaj 7:30 na mile, wydluz krok, keep going, keep going , you are doing fine, szybciej zmieniaj nogi, obniz ramiona do bioder. Mowilam do siebie, ale zaraz odzywala sie druga moja polowa: mam juz chyba dosc, czy ja musze dobiec przed 3:20, co moj bieg i wynik zmieni w moim i innych zyciu? Staralam sie utrzymac zaplanowane tempo biegu, ale bylo ono juz znacznie wolniejsze.

Krok po kroku dopadaly mnie negatywne mysli bo kazdy moj ruch byl dodatkowa utrata sily.Do tego coraz wiecej mlodych, zurnalowo zbudowanych mezczyzn  odpadalo z grona w ktorym bieglam. Widzialam  ich olrzymi bol chociaz wciaz starali sie kulejac, pociagajac noge za soba dreptac do przodu. Mialam wielkie pytanie w glowie: jak POMOC sobie? Powoli tracilam wiare, ze ukoncze ten maraton w czasie ponizej 3:20,  jeszcze pozostalo prawie 6 mil do pokonania.

I znow szybka zmiana myslenia. Przypomnialo mi sie, jak w programie maratonu, ktory dostalam dzien przed biegiem, opublikowano ostatnie rady dla uczestnikow i jedna z nich utkwila mi szczegolnie w pamieci "Enjoy it to the fullest because you may never experience anything like it again in your life". Nagle otworzyl sie nowy rozdzial w moim biegu. Wciaz bylam fizycznie bardzo zmeczona, ale zaczelam widziec na nowo piekno San Diego, poswiecenie i olbrzymia troske ludzi, ktorzy podawali picie, wazeline, sol; zolnierzy stajacych w tym samym miejscu od kilku godzin, klaszczacych, dopingujacych kazdego biegacza. Wspomnienie 20 bandow grajacych muzyke rock i mysl o nastepnych 6-ciu, entuziazm i sile zycia plynaca z cheerleaders. Poczulam, jakby to byl film, a ja gram glowna role w tym filmie. Caly moj bol, wysilek, negatywne mysli uciekly. Zaczelam machac do wszystkich, klaskac, wysylac najpiekniejszy usmiech podziekowania kazdemu z widzow, woluntariuszy, bandow i cheerleaders .

Mila 23 do 25, bieglismy szeroka, piekna ulica Pacific Highway i wbieglismy w rejon Old Town, gdzie pod koniec 18-tego wieku hiszpanscy osadnicy zapoczatkowali powstanie Kalifornii. Chwile zadumy, jak szybko swiat posuwa sie do przodu. Maraton konczyl sie na terenie Marine Corps Recruit Depot, ktory jest polozony obok lotniska San Diego International Airport. Wreszcie wymarzona " META". Koncze bieg z czasem  (3:19:07), co daje mi 38 pozycje wsrod wszystkich kobiet, a 2 wsrod kobiet  powyzej czterdziestego roku zycia. Musze napisac, pewnie jako doping na przyszlosc dla samej siebie, ze zabraklo mi 37 sec zeby wygrac $1000 nagrody dla najlepszej kobiety, ktora przekroczyla czterdziesty rok zycia ; hmmm, zebym wczesniej pomyslala, ze mam szanse na 1 miejsce......

Przebieglam mete, zrobiono mi zdjecie, odczepiono z buta chip’a. Mlody, usmiechniety zolnierz zalozyl mi medal, podano wode, wlozono koc. Podchodzilam do biegaczy i zachrypnietym od wzruszenia glosem gratulowalam im ukonczenia biegu . Bylam naprawde dumna z ich wyczynu.Podchodzilam do woluntariuszy ktorzy poswiecili swoj czas dla mnie i innych i dziekowalam im za pomoc, za golebie serce.

Skonczylam maraton ze lzami w oczach, nie zbolu czy wysilku, ale z radosci, ze moglam przezyc cos, co bylo jak PARADISE, TRULY  UNFORGETTABLE  EXPERIENCE. 

Znow wygralam z sama soba i ustanowilam swój nowy rekord czasowy 3:19:07.

Moje mysli juz zaczynaja krazyc wokol nowego biegu, albo w Chicago albo w Washington D.C., pod koniec pazdziernika. Wiem ze liczycie na szybkie postepy  i swietny wynik. Moge wam jedynie obiecac, ze zrobie wszystko, zeby po pierwsze ukonczyc go, dac z siebie wszystko w czasie biegu i miec tyle zadowolenia jak mialam w Nowym Yorku oraz San Diego.

P.S. Calej mojej rodzinie, a szczegolnie mojemu mezowi, wszystkim polskim i amerykanskim przyjaciolom i znajomym dziekuje jeszcze raz za ogromny doping i serdecznosc, za bezgraniczna wiare we mnie, za zrozumienie i entuzjazm okazywany w przypadku kazdego nowego biegu. Bez Waszego gigatycznego wsparcia jeszcze bym byla na 22 mili.